poniedziałek, 11 września 2017

To się nigdy nie nudzi... czyli lubelski skansen po raz n-ty...

Jesień zdecydowanie zawitała do nas chyba na dobre. Coraz więcej deszczu, chłodnych dni, trzeba się powoli oswajać z perspektywą nieuniknionego. Letnie wypady nad wodę czy na basen powoli odchodzą w zapomnienie, ale przecież jeszcze nie trzeba się zamykać pod kołderką w domu. Jeszcze czasem słońce świeci, jeszcze można założyć krótki rękawek, jeszcze można wyskoczyć gdzieś na wycieczkę, pospacerować, pocieszyć się końcówką lata.

My często gdzieś uciekamy, świerzbią nas nóżki, żeby gdzieś powakacjować, powczasować, wyjechać gdzieś daleko. Nie zmienia to faktu, że Lublin i okolice to nasz dom i zawsze chętnie wracamy w nasze zaprzyjaźnione miejsca. Jednym z takich miejsc jest Muzeum Wsi Lubelskiej potocznie zwany przez Lubelaków skansenem. Klimat tego miejsca zawsze nas urzeka, wracamy tu chętnie, spacerujemy, oglądamy ekspozycję, która z roku na rok, z miesiąca na miesiąc ewoluuje, zmienia się, powstają nowe eksponaty, budynki, atrakcje. Dzieci ganiają z kurkami, głaszczą kozy i przytulają koniki, a gdy się zmęczymy zasiadamy w karczmie na przepyszne pierogi lubelskie


Samo muzeum jest jednym z największych tego typu muzeów w Polsce. Gromadzi przedmioty związane z dawnym życiem na wsiach, na dworach czy w miasteczkach. Już zza ogrodzenia wita nas ogromny wiatrak z Zygmuntowa, który był pierwszym eksponatem, jaki zawitał w to miejsce. Chyba każdy, kto odwiedza Skansen Lubelski ma zdjęcie przy tym właśnie wiatraku. Warta zobaczenia jest też starogrecka cerkiew, która o ile dobrze się orientuję, nadal pełni swoją funkcję i odbywają się w niej prawosławne msze. Jest też oczywiście i rzymskokatolicki kościółek. Ostatnia nasza wizyta pozwoliła nam podpatrzeć ślub odprawiany właśnie w Skansenie, w tym starym kościele. Oczywiście wesele też było przygotowane w obejściach Muzeum, a mnie troszkę zadra zazdrości zakuła w serducho, bo powiem Wam... Fajne to było... Oryginalne, niepowtarzalne i z klimatem...



Moim ulubionym dotąd miejscem było Powiśle czyli dolna część Muzeum, nad rzeką Czechówką, gdzie można było posiedzieć na kocyku lub na ławeczce, popatrzeć na wodę, gdzie śmiesznie łączyły się dwa światy: biegnąca górą trasa szybkiego ruchu i drewniane, spokojne chaty na dole. To właśnie tutaj wybudowane były dekoracje do filmu Wołyń (same fasady budynków), przy których Fifi robił sobie zdjęcia i, których, ku naszemu wielkiemu zawodowi już nie ma. Oczywiście reszta budynków i terenu też miała swój udział w filmie i powiem Wam, pamiętając ten film, czasem, jak przechadzam się między tymi chałupkami, to mam dreszcze na plecach. Robi to niesamowite wrażenie. 



Ale na sam koniec zostawię swoistą wisienkę na torcie. Otóż na naszych oczach przez ostatnie lata rosło miasteczko. Właśnie w miasteczku z każdą naszą wizytą zastajemy coś nowego. Pamiętam jak były tu tylko dwa budyneczki, jakiś sklepik, może szewc... Już nie pamiętam dokładnie, ale teraz to dopiero jest prawdziwe miasteczko. Są sklepy, buty, poczta, restauracja, warsztaty, piwiarnia, a nawet dentysta. Od miłego pana wiem również, że niedługo otworzy się szkoła. Bogactwo eksponatów zaskakuje, dbałość o szczegóły, klimat. To jest coś niepowtarzanego. To właśnie w miasteczku, za rynkiem jest wspomniany wcześniej kościół z Matczyna i plebania. Tutaj też stoi stary wóz strażacki. I tutaj można pochodzić po prawdziwym bruku. A czasu mało zawsze, żeby wszystkiemu się przyjrzeć, wszystko pooglądać. Chyba musiałabym tam zamieszkać, żeby nacieszyć się tym do syta.



Wydawać by się mogło, że to tylko muzeum, że wystarczy tu przyjechać raz, zobaczyć i sobie odpuścić, ale nie. Skansen jest muzeum wyjątkowym. Nie tylko dlatego, że cały czas się rozwija, ale też dlatego, że ono żyje. Zawsze są tu ludzie, można zrobić sobie piknik, posiedzieć w karczmie przy pierożkach, ale i przy piwie, można spędzić cały dzień. A dodatkowo w Skansenie życie toczy się tak, jak toczyło się w dawnych czasach na wsi. Organizowane są pokazy obrządków wiejskich, są wystawy czasowe, wydarzenia, pokazy pieczenia chleba, tkania, wykopki, kiszenie kapusty. Niemal w każdy weekend coś się dzieje, coś się zmienia, coś sprawia, że warto tutaj przybyć. 

A wszystkim, którzy planują wycieczkę na Lubelszczyznę nakazuję wpisać sobie Skansen Wsi Lubelskiej do kajecika obok innych atrakcyjnych miejsc jako absolutną konieczność do zobaczenia. Lublin z dzieckiem nie musi być nudny. Ceny biletów nie są chyba wygórowane więc myślę, że warto!!!

PS. Ja dziś opisałam pobieżnie tylko niewielką część tego, co można zobaczyć w Skansenie. Idąc z dziećmi zazwyczaj skupiamy się bardziej na jakiejś części, żeby przez inne przebiec szybciej. Tak też ostatnio zrobiliśmy z zespołem dworskim z pięknym dworem z Żyrzyna, spokojnie przespacerowaliśmy się przez część Muzeum przedstawiającą Podlasie i Nadbuże, żeby już z narzekającymi z głodu dziećmi niemal przebiec przez Roztocze i dotrzeć do karczmy, a potem do Czworaka, w którym to właśnie zaczynało się wymienione wyżej wesele.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza