wtorek, 26 czerwca 2018

Dziecko na tapetę... czyli czy korzystać z usług profesjonalnych fotografów?

Mam niewiele zdjęć z okresu przeddzieciowego. Nie miał kto ich robić, nie chciało nam się, nie podobały nam się, nie przykładaliśmy do nich zbytniej uwagi. Ostatnią profesjonalną sesją fotograficzną była nasza ślubna, która, choć wykonywana przez podobno najlepszego lubelskiego fotografa, pozostawiała wiele do życzenia i po niej zraziłam się do zdjęć robionych na zamówienie. Nawet te dokumentowe przyprawiały mnie o mdłości, bo wychodziłam na nich zawsze blago, trupio i bez życia... Bywały owszem zdjęcia z wakacji, ale z nich też raczej ciężko wysupłać jakieś perełki, a o skleceniu porządnego albumu lub fotoksiążki mowy być nie może...
Wszystko zmieniło się z nadejściem ery dzieciowej oraz z moim wejściem do tzw. blogosfery, która wyciągnęła mnie z mieszkania do ludzi. Dzieci nakazały mi chwycić za aparat i uwieczniać każdy ich uśmiech, a blogosfera pokazała mi, że dokumentowanie wydarzeń przez profesjonalistów może być fajną okazją do przejścia na drugą stronę aparatu.
I właśnie o tym będzie ten post... Czy warto decydować się na reportaż z wydarzenia? Czy warto robić sobie okolicznościowe sesje? Ile to kosztuje i czy się opłaca?


Moim pierwszym kontaktem z fotorelacjami były oczywiście wszelkiego rodzaju spotkania blogowe. Od tych małych, naszych lubelskich, jak Fifi miał coś koło 6 miesięcy, po większe, gdzie bywaliśmy sami. Niektóre reportaże były robione przez profesjonalistów, innych podejmowali się hobbiści, ale niemniej zdolni i obeznani, a my zawsze chętnie korzystaliśmy z ich pracy. Jako że biorąc czynny udział w wydarzeniu niejednokrotnie ciężko jest jeszcze wykonywać zdjęcia, na takich eventach zazwyczaj jest fotograf, który potem użycza nam swoich fotografii do wykorzystania na blogu. Możemy z nich korzystać do woli w zamian za umieszczenie w relacji wzmianki, kto zdjęcia wykonywał. A że potem zostaną w naszym prywatnym archiwum nikomu nie wadzi.


Fotograf na chrzcinach Filipa pojawił się niemal z przypadku. Nawet nie mieliśmy go w planach, wydawało nam się to nieco wydumane... Ale chyba dwa dni przed, za sprawą socialmediów, Szanowny zgadał się z byłym kolegą z pracy i od słowa do słowa wyszło, że obecnie zajmuje się fotografią i tą konkretną niedzielę ma wolną... Nie żałuję, jestem niesamowicie szczęśliwa, że mam całą rodzinę na zdjęciach z tej ważnej uroczystości, a gdy przyszła kolej na Zofię, nie wahaliśmy się z podjęciem decyzji...



Koszt takiego reportażu w kościele i potem kilka ujęć w miejscu przyjęcia, kilka kadrów z rodziną, z dziećmi, to około 300 złotych. Dodam oczywiście, że chrzciliśmy dzieci pod Lublinem, a nie w samym Lublinie, a przyjęcie było już dobry kawałek drogi za miastem, a fotograf za nami tam pojechał. 

Fotograf na 4 urodzinach Filipa też pojawił się zupełnie nieplanowanie. Po prostu w cenie wynajęcia sali zabaw mieliśmy fotografa, który jednocześnie był właścicielem lokalu i chcąc nie chcąc tam był więc robił zdjęcia dla siebie na FB, a my skorzystaliśmy. Powiem wam, byłam w szoku, dostaliśmy cały ogrom zdjęć wykonanych w takich momentach, że klękajcie narody. Dzieci w trakcie zabawy, roześmiane, szczęśliwe, to najlepszy i najwdzięczniejszy obiekt do fotografowania. A do tego jaka pamiątka. Nasze dzieci, dzieci znajomych, koledzy i koleżanki z przedszkola, no i my ze znajomymi... Kiedy, jak nie przy takich okazjach będziemy mieli szansę się sfotografować. Sami wiecie, jak szybko płynie czas, jak szybko i daleko rozchodzą się ludzkie drogi, jak ktoś, z kim widujemy się codziennie w przedszkolu, szkole, pracy, nagle potrafi rozpłynąć się gdzieś za oceanem... A urodziny naszych dzieci, to czas, gdy wszyscy są roześmiani, a takimi przecież chcemy się pamiętać...


Na 3. urodzinach Zofii fotografa nie było, bo akurat w tym okresie wymyśliliśmy sobie sesję świąteczną (o niej za chwilkę) i stwierdziliśmy, że nie ma co dublować, ale przyznam, że teraz nieco żałuję. Za to już na 5. urodzinach Filipa znów lokal zaproponował nam swojego zaprzyjaźnionego fotografa i postanowiliśmy skorzystać. Pani fotograf była na tyle niewidoczna, że nawet nie pamiętałam jak wygląda. Wtopiła się w uczestników przyjęcia, nikomu nie przeszkadzała, a wychwyciła takie momenty, takie relacje, takie chwile, których my, jako biorący w tym udział nie bylibyśmy w stanie wychwycić.



Jak widać, nawet i ja się załapałam na zdjęcia, a to niewątpliwy plus całej sytuacji. 
Koszt takiego reportażu z urodzin, to w tym wypadku 150 złotych za ponad 100 zdjęć w formie cyfrowej. Wszystkie piękne i wyjątkowe więc myślę, że warto. 

Jeśli chodzi o wspomnianą wyżej sesję świąteczną, to zdecydowaliśmy się na nią, bo z każdej strony atakowały nas reklamy, posty sponsorowane na FB, oferty i jakoś tak nas naszło na klimat bożonarodzeniowy. Pan Fotograf bardzo obszernie odpisał na mojego maila, wszystko mi wyjaśnił, bo jako że miała to być nasza pierwsza pozowana sesja zdjęciowa, kompletnie nie wiedzieliśmy co do czego. Suma sumarum, sesja była ekspresowa, pół godziny na rodzinę, przygotowana sceneria, nawet nie było po co się przebierać, dzieci zapozowały, my zapozowaliśmy, resztę zrobiło specjalnie na tą okazję przygotowane tło i przed świętami dostaliśmy ślicznie opakowane, wydrukowane zdjęcia wraz z płytą z ich wersją elektroniczną. W cenie było chyba 5 lub 7 ujęć, za resztę trzeba było zapłacić. Całość wyszła dość drogo, ale podejrzewam, że wszystko jest kwestią dogadania i anturażu świątecznego. Nie mniej jednak było warto i w tym roku również zastanowimy się nad jakąś improwizowaną sesją świąteczną.


Na taką typową, studyjną sesję zdjęciową decydowałam się i decydowałam aż znów los zadecydował za mnie. Na jednej z grup facebookowych, do której należy mój mąż pojawiła się licytacja na rzecz jeszcze nienarodzonego chłopca. Przedmiotem licytacji była właśnie sesja dziecięca w studiu. Pomyślała, cel szczytny, a i my może na tym skorzystamy. Przejrzałam, pani robi cudne sesje noworodkowe, specjalizuje się głównie w małych dzieciach, ale naszych też się podjęła i w ten sposób powstały chyba najbardziej urocze fotografie naszej dwójki. Jakimś cudem udało się pani je ujarzmić, a nie jest to łatwe zwłaszcza, gdy są podekscytowane i coś je fascynuje, a studio fotograficzne ze wszystkimi akcesoriami i rekwizytami niewątpliwie fascynujące dla nich jest. Miała być sesja z okazji piątych urodzin Filipa wyszła przeurocza sesja rodzeństwa. A jaki prezent dla Dziadków... Pierwsza klasa ;)


Jak już pisałam, daną sesję wylicytowałam na aukcji charytatywnej, ale orientowałam się i przedział cen jest ogromny. Warto szukać, pytać, mamy teraz naprawdę bardzo duży wybór fotografów, potrafią robić piękne zdjęcia, będziemy mieli na pamiątkę lub na prezent ;)

Prócz oczywiście płatnych sesji można zaczerpnąć ze zdjęć udostępnianych publicznie lub robionych przy okazji różnych eventów. Tak jak pisałam, ja mam całą masę fotek ze spotkań blogowych, na których dzieci są wdzięcznym tematem do fotografowania, imprezy sportowe, zabawy, festyny, teraz wszędzie są fotografowie, wszędzie pałętają się gazety albo telewizje. Wystarczy dobrze się zakręcić, dobrze zagadać i bach, twoje dzieci lądują w fotorelacji z finału WOŚP, a ty masz fajne i profesjonalne zdjęcie ;) Przedszkola, szkoły tańca, zajęcia dodatkowe, baseny... Też wszędzie i z każdej okazji są robione zdjęcia. Raz lepsze, raz gorsze, bo wiadomo, nie każda pani przedszkolanka musi mieć talent i wyczucie, ale zawsze coś się wyłuska i mamy nieco inne spojrzenie na nasze dzieci i na nas. 



Ogólnie, fajna sprawa. Reportaż z wydarzenia, zdjęcia, które zostaną z nami na lata, znajomi, rodzina, wspólne emocje, zabawa. Tego nie zastąpi nawet najlepsza pamięć.
A sesje?
Super frajda, radocha dla dzieci, sceneria, której w domu sobie nie stworzymy, no i fotografie, które będą ozdobą komody u niejednego dziadka czy babci.

PS. Jakby ktoś potrzebował ;)
4. urodziny Filipa - Miny Robimy
5. urodziny Filipa - Daria Minikowska Photography
sesja Zosi i Filipa - Tup - Tup Foto

Mam jeszcze całą masę zdjęć fotografów anonimowych, którzy wykonywali relację z wydarzeń, ale nie przedstawiali się z nazwiska, mam masę zdjęć przyjaciół, którzy fotografią się parają, mam masę zdjęć z imprez u przyjaciół, którzy również zapraszają fotografów, a potem dzielą się efektami z nami. Ogólnie, powiem wam, że ktoś inny, niejednokrotnie obcy potrafi czasem na nas wszystkich spojrzeć z boku i wychwycić dużo więcej niż byśmy sami wychwycili. Dlatego warto takiemu komuś od czasu do czasu pozwolić wejść między nas.

PS2
Mi się jeszcze marzy taka rodzinna sesja w plenerze... Pole, łąka, las albo park i dzieciaki... Mam nadzieję, że w końcu się zdecyduję, bo właśnie z tym u mnie największy problem, z podjęciem decyzji;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz