piątek, 18 lipca 2014

Nasze wakacje vol. 3... Kos.

Na temat samego Kos nie będę się zbytnio rozpisywać, bo każdy może zajrzeć do przewodnika i co nieco sobie poczytać. Mała wysepka nieopodal Rodos i tak lubionego przez wspinaczy Kalymnos, na morzu Egejskim, zaledwie 4 kilometry od tureckiego Bodrum. To tak w skrócie.
Kos wybraliśmy właśnie ze względu na wielkość. Z małym dzieckiem nastawialiśmy się raczej na pobyt stacjonarny, a na większej wyspie jest proporcjonalnie więcej do zobaczenia więc, żeby nie było nam żal, zdecydowaliśmy się na miejsce, gdzie do zwiedzania jest niewiele. Tak naprawdę do pozwiedzania jest tylko miasto Kos, a resztę wystarczy objechać. My zaliczyliśmy wszystko w jeden dzień, nie tracąc przy tym posiłków w hotelu. Ponieważ Kardamena, gdzie byliśmy, jest idealnie po środku, to rano, po śniadaniu, wyruszyliśmy w stronę gór i Kos, wróciliśmy na obiad i filipią drzemkę, a potem wybraliśmy się na objazd wyspy i w drugą stronę do Kefalos. Teraz wiem, że Kos powinniśmy zostawić sobie na wieczór, bo jednak zwiedzanie miasta w samo południe z ciężarną i małym dzieckiem jest utrudnione, ale też wiele udało nam się zobaczyć.
Resztę wyjazdu spędziliśmy w okolicach hotelu, który był 2 km od centrum Kardameny i tam też wybieraliśmy się wieczorami.
A teraz zostawiam was z naszymi wspomnieniami na zdjęciach.

 Taki piękny widok mieliśmy z balkonu. Jakby spojrzeć w drugą stronę, to mieliśmy widok na morze. Niestety tylko jeden dzień, bo piękne widoki nie były w stanie wynagrodzić nam tego, że klimatyzacja była uszkodzona i musieliśmy się przenieść troszkę niżej, ale za to do pokoju dwa razy większego i do tego z dużym tarasem.

 A tak wyglądał ogród wokół hotelu. W poprzednim wpisie na temat naszych wakacji, można jeszcze pooglądać plac zabaw, basen i plac od frontu.

Cytrynki;)

 A oto droga wzdłuż plaży, którą codziennie chodziliśmy do miasteczka.

 Z każdej strony Kos otaczają inne wyspy. Na tym zdjęciu, o ile się nie mylę, Nissiros.

 Droga z hotelu do plaży.

 Plaża rzeczywiście boska, wąska ale piaszczysta. Niestety wejście do wody kamyczkowe, ale już po dwóch metrach znów jest piasek.
I mój ukochany "grecki" kolor morza;)

 Gdzieniegdzie można znaleźć też takie widoki.

 I spotkać takich kolegów. A raczej koleżanki;)

 Kardamena. Miasto skrajności. Od upadłych hoteli po "wypasione" pensjonaty i molochy przystosowane pod zachodnich turystów. Mnóstwo knajpek, straganików, coś co lubię;)

No i urokliwy port, gdzie wieczorkiem można pospacerować.

 A to już ruiny starożytnego miasta Kos.


 I współczesne miasto Kos.

 I typowo greckie serpentynki;) Choć na Kos i tak jest płasko w porównaniu z innymi wyspami, które miałam okazję zobaczyć;)

A na koniec, dla wspinaczy, widok na Kalymnos. Kiepski, bo robiony komórką, ale mąż musiał mieć. Już mi zapowiedział, że koniecznie musi się tam wybrać;)

Oczywiście w samym Kos jest jeszcze wiele miejsc do zwiedzania, ale my postawiliśmy na szybkie obejrzenie. Upał, marudzący Filip i ja szybko się męcząca, to i tak zbyt dużo dla mojego małżonka;)

PS. Jeśli wybieralibyście się na Kos, to pamiętajcie o czymś na komary. I nie czymś ziołowym dla dzieci, tylko super mocnym. Dziady tam są strasznie zjadliwe i gdy tylko zachodzi słońce obłażą człowieka od stóp do głów. To jedyny minus tego wyjazdu.



16 komentarzy:

  1. Ja raz byłam tylko w Grecji i tak ją pokochałam, że na pewno kiedyś jeszcze ją odwiedzę :) polubiłam bardzo gościnność Greków, wspaniali ludzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas też zachwyciła serdeczność Greków, zawsze chętnie wracamy właśnie do Grecji;)

      Usuń
  2. Pięknie, kocham Grecję, wyspy zwłaszcza,choć mnie ta temperatura wykańcza, marzę by w przyszłym roku całą czwórką wybrać się na Lanzarote pięknie wyglądacie, a ty kwitnąco :-) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja preferuję wakacje w maju albo wrzesień/październik. Tym razem jednak termin wyjazdu wyznaczyły nam moje wizyty u lekarza, ale też nie było aż tak gorąco.
      Mieliśmy też propozycję wyjazdu na Lanzarote, ale ponad 5 godzin lotu nas odstraszyło. No, ale mam nadzieję, że kiedyś też tam dotrę;)
      I dziękuję za bardzo miłe słowa;)

      Usuń
  3. Jak tam pięknie, a komarów to masa wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozmarzyłam się... pięknie..zdjęcia rewelacja...zazdraszczam!

    OdpowiedzUsuń
  5. pięknie tam.. ja nigdy nie byłam za granicą w ciepłych krajach :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Żrące komary przekreślają miejsce. Dodatkowe kończyny by mi urosły i tyle z wywczasu bym miała :/
    Twoje szybkie zmęczenie rozumiem w 100%, bo sama w zaawansowanej ciąży wybrałam się do Chorwacji w 40 stopniowy upał. Z jednej strony katorga, ale z drugiej niesamowite widoki i wspomnienia na całe życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie ciągnie na Chorwację, ale tam jest tyle do zobaczenia, a z dzieckiem i w ciąży, to ja chyba nie dam rady;)

      Usuń
  7. Grecja na wakacje to prawdziwy raj:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietne rodzinne wakacje... ech, chyba musimy pokazać Młodemu Grecję a sobie odświeżyć pamięć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. I my wybieramy się w tym roku na Kos :-) byliśmy tam 2 lata temu, ale teraz wybieramy się w powiększonym składzie, z córeczką. Ja pokochałam Greckie wyspy od pierwszego wejrzenia :-)

    OdpowiedzUsuń