poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jarmark Jagielloński... i moje urodziny...

Dokładnie 32 lata temu, 18 sierpnia 1982 roku urodziłam się ja.
Wiem, nie ma się czym chwalić. Po trzydziestce to już może lepiej się do tego wieku nie przyznawać, ale ja właśnie po trzydziestce czuję, że zaczynam normalnie żyć.
Bo 2 lata temu, też 18 sierpnia, koło godziny 11 coś mnie tknęło i zrobiłam test ciążowy. 
A potem dwa kolejne.
Na dołujące trzydzieste urodziny dostałam najpiękniejszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć. Zobaczyłam dwie bladziutkie kreseczki na trzech pod rząd robionych testach.
Byłam w długo wyczekanej ciąży.

Dzień później obudziłam się w znakomitym humorze. 
W przeciwieństwie do mojego małżonka, który był troszkę nie do życia, ale się do tego nie przyznawał.
W naszym cudnym Lublinie odbywał się akurat Jarmark Jagielloński więc wyciągnęłam zdechliznę na długi spacer. Kupiliśmy drewnianego kota.

Rok później moje urodziny wypadały właśnie w niedzielę i też postanowiliśmy się wybrać na spacer.
Wtedy już z Filipkiem po tej stronie brzuszka. Miał wtedy 3,5 miesiąca.
Było tak.


A żeby tradycji stało się zadość, w tym roku nie mogło być inaczej.
Wczoraj pobrykaliśmy znowu na Jarmark.
Znów w powiększonym składzie.
Fifiś tym razem o rok starszy i nasza Mała Kruszynka jeszcze siedząca w brzuszku.
Jak to z Filipkiem bywa, akcja była dość krótka, ale zdążyliśmy zwiedzić wszystko co nas interesowało i upolowaliśmy kolejnego drewnianego kota.
I zrobiliśmy troszkę zdjęć.

Dla wszystkich ciekawych, jak teraz wyglądam z brzuszkiem, postanowiłam na chwilę oddać aparat Tacie Filipa i zapozować do zdjęcia;)

Fifiniowi zdecydowanie najbardziej podobało się na Placu po Farze, bo tam nie było zbyt wielu ludzi więc mogliśmy go na troszkę wypuścić z wózka bez strachu, że gdzieś nam nawieje.



Tutaj Tatuś wyskakuje z gotówki. Przecież musi być jakaś pamiątka, że byliśmy na tej imprezie.

Na koniec spacerek po Krakowskim Przedmieściu, bo bywamy tam ostatnio zdecydowanie za rzadko

Oglądanie dzieł sztuki;)

I udajemy się w dalsze podróże.

Było fajnie, szkoda, że tak mało, ale za rok nadrobimy;)
No bo w przyszłym roku nie wyobrażam sobie tej imprezy bez naszego udziału. Już z Kruszynką na świecie;)

A dziś?
Dziś Tata Filipa stanął na wysokości zadania i do domu wrócił z kwiatami i perfumami, a teraz zabrał Filipa na spacer, żebym mogła sobie w spokoju posiedzieć przy laptopie. No i nastawić pranie oczywiście;)