poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Tyyyle możliwości... czyli zabawy z ciastoliną.

Ostatnie dni bardzo dobitnie pokazują nam, że jesień zaczyna czaić się mocno za rogiem. Musimy wyciągać z szaf nieco cieplejsze ciuszki a zza pazuchy wydobyć troszkę inne, zmodyfikowane pod pogodę pomysły na spędzenie czasu. Pojawiły się bajeczki w telewizji, zabawy w wylepianki, przewalanie się po kocykach. Przypomnieliśmy sobie o zaniedbanej przez nas w okresie wiosenno-letnim ulubionej bawialni, odwiedziliśmy babcię, której mieszkanie w taką pogodę jest niesamowitym miejscem do odkrywania i wygrzebaliśmy z piwnicy wyniesione tam dawno zabawki. 

Już nie pierwszy raz piszę, że początek jesieni, choć troszkę smuci, to napawa nas nowymi inspiracjami, a z roku na rok zajęć, jakie można wymyślić dla ciągle to większych i większych dzieci jest coraz to więcej. Ale prawda jest taka, że w taki jeden wyjątkowo deszczowy dzień jeszcze jesteśmy w stanie poświęcić niemal całą uwagę dzieciakom, to przez całą jesień, potem zimę, a i zapewne wiosnę nasza inwencja, i nie oszukujmy się, cierpliwość czasem się wypala. Dlatego ja bardzo chętnie sięgam po "gotowe" pomoce, które ułatwią nam zadanie i troszkę nas odciążą w ciągłym wymyślaniu czegoś nowego.

Gdy na drugie urodziny Fifi dostał swój pierwszy zestaw z ciastoliną, to myślałam, że to głupi pomysł, bo przecież on jest za mały. I faktycznie, długo nie wychodziło mu specjalnie nic, a patrzenie się, jak jak wygniatam którąś z kolei foremkę nudziło mu się w tempie ekspresowym. Zabawka leżała, ciastolina zasychała, aż do czasu, gdy znów na jakąś okazję dzieciaki nie dostały jakiegoś zestawu. Wtedy jak rażony piorunem Filip przypomniał sobie, że przecież coś takiego już widział, miał i nawet próbował się tym bawić. Zapanował szał, a że zbiegło się to z sezonem mocno zasmarkanym i siedzącym z tej racji w domu (z dwójką), to byłam uratowana. Nawet nie przypuszczałam, że moje roztrzepańce tyle czasu są w stanie poświęcić jednemu zajęciu. Bawią się same, wałkują, wyciskają, formują, robią przy tym oczywiście nieco bałaganu, ale co z tego, ciastolina naprawdę łatwo się sprząta więc to nie problem. Bawią się same, ale też wciągają do zabawy mnie...


1. Zabawa w kolory.
Coś dla nieco młodszych dzieci. Nasza Zosia bardzo lubi się tak bawić, ale Fifi też nie pogardzi. 
Kulkujemy kuleczki. Po kilka w różnych kolorach. Mogą też kulkować dzieciaki. Nawet, jak im nie bardzo wychodzi, to zabawy przy tym jest sporo. Potem mieszamy kuleczki, a zadaniem dzieci jest przypasowanie ich kolorami do siebie. Taka zabawa nie tylko uczy kolorów, ale też pomaga się skupić i ćwiczy zdolności manualne.


2. Zapraszamy na lody.
Przydadzą się kuleczki z poprzedniej zabawy. W niektórych zestawach można też znaleźć specjalne łyżki do nakładania i miseczki czy pucharki. A jak nie mamy takich, to na pewno znajdziemy coś przydatnego w domu. A jak mamy wyciskadełko do masy, to i wyczarujemy loda włoskiego z dodatkami. 
Nasza Zosia uwielbia podawać do stołu, częstuje nas nawet wymyślonymi potrawami, a jak ma możliwość sama coś stworzyć, to jest w niebo wzięta. Wyobraźnia pracuje, kolorki się dobierają, a małe rączki lepią.



3. Kształty, literki, liczby...
Gdy już nam znudzi się jedzenie lodów, możemy się troszkę pouczyć. Czemu by nie użyć do tego ciastoliny? Każdy na pewno ma w domu różne foremki, którymi możemy powyciskać różne kwadraty, gwiazdki czy kółeczka i serduszka. Jak tego nam mało, możemy też stworzyć kolorowy alfabet. Nasza Zosia uwielbia literę A... A żeby takie cuda powyciskać trzeba się dużo nawałkować. Można do tego użyć specjalnego wałeczka lub zwykłego wałka do ciasta, który chyba każdy ma w domu. My mamy nawet dwa... I dobrze, bo o wałkowanie, to u nas są najgłośniejsze kłótnie.


4. A może ciasteczko?
Kto nie lubi ciasteczek...? Kolorowe kształty, które zrobiliśmy poprzednio możemy poukładać na talerzykach, przyozdobić kolorowymi posypkami i podać mamie. Nawet odrobina kremu się znajdzie... A jak nam za słodko, to możemy zrobić kanapkę lub pizzę. Do wyboru do koloru.



 5. Zwierzątka.
Coś, co mi osobiście najbardziej się kojarzy z moim dzieciństwem. Kiedyś, dawno temu, w paśmie wakacyjnym, jeden pan krok po kroku pokazywał jak ulepić zwierzątka z modeliny. Miałam potem całą półkę w jamnikach, słonikach i tygryskach. Dziś wystarczy poszperać w internetach, wyciągnąć ciastolinę, zaprosić dzieciaki i całe zoo gotowe. A rozdziawione buzie dzieci - bezcenne.


To tylko niewielka namiastka tego, co można robić z ciastoliną. Ja podpowiedziałam pięć pomysłów, producenci zestawów gotowych jeszcze pewnie sto pięć, a internet tysiąc sto pięćdziesiąt pięć (widziałam już zestaw z dentystą, z fryzjerem i taki, gdzie można było budować zamki). Jak dla mnie każdy pomysł jest dobry, bo ciastolina niewątpliwie rozwija zdolności manualne, wyobraźnię, kreatywność, ale i uczy koncentracji. Do tego łatwo się modeluje, nadaje się nawet dla dwuletniego dziecka, jest nietoksyczna, bajecznie kolorowa (ja niedawno widziałam ciastoliny z brokatem i neonowe) i nie brudzi (spróbujcie usunąć z dywanu plastelinę). No i naprawdę, potrafi zająć dzieci, nawet bez naszej ingerencji, na długie minuty, jak nie na godziny. 


My osobiście mamy kilka gotowych zestawów. Dzieci dostały na jakieś okazje. Co prawda są już pomieszane i wrzucone do jednego pudła, ale to akurat daje pole do popisu wyobraźni. A jeśli chcecie przyjrzeć się co jeszcze proponują producenci, zajrzyjcie do sklepu modino.pl/plastyczne-masy-plastyczne po kilka inspiracji. A jeśli chodzi o same zestawy ciastolin, to ja zawsze poluję na promocje. Zwłaszcza w okresie jesiennym i przedświątecznym jest tego sporo. Warto kupić nawet z górką, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. Można też samemu pokusić się o zrobienie ciastoliny w domu. Jeśli choć raz robiliście masę solną, to i z ciastoliną nie powinniście mieć problemu. Następnym razem pokażę wam jak się do tego zabrać.

6 komentarzy:

  1. Moi synowie uwielbiają ciastoline. Też mamy kilka gotowych zestawów min do robienia ciasteczek. Dzieci świetnie się bawią i miło ze sobą spędzają czas. Co prawda mój dwuletni synek bawi się na swoich zasadach i szybko go to nudzi. Ale starszaka to nie można oderwać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest na odwrót... To młodsza bawi się sama i wymyśla tysiące swoich zabaw, a Filip bardzo szybko się nudzi ;)

      Usuń
  2. Ciastolinę uwielbiamy, ale nie zgodzę się z tym, że nie brudzi dywanu. Mogę pokazać nasz w salonie :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy dość ciemny dywan więc może nie widać ;)

      Usuń
  3. Nie ma to jak ciastolina, tyle możliwości i za każdym razem można ulepić coś nowego:)

    OdpowiedzUsuń