czwartek, 28 lutego 2019

Szpachla, szpachla, szpachelka... czyli subiektywny przegląd podkładów pod makijaż.

Ostatnio tak sobie przeglądałam swoje kosmetyki, a mam ich trochę, i doszłam do wniosku, że zdecydowanie mam sporo różnych podkładów. Ogólnie odkąd się maluję to wiele już różnych rodzajów przetestowałam, wiele wydawało mi się tymi najlepszymi, a z wiekiem niestety przestawały zdawać egzamin. Nie oszukujmy się, nastolatce wiele nie trzeba do szczęścia, a jedna tubka starcza na bardzo, bardzo długo, bo wystarczy kapka, żeby przykryć niedoskonałości. Dodajmy też, że w zależności od tego, czego oczekujemy, od naszych potrzeb, pór dnia, roku czy temperatury na zewnątrz inaczej nam się podkłady sprawdzają. Ja dziś wyszperałam kilka z mojej szafy, wszystkie testowałam, jedne z lepszym skutkiem, inne z gorszym, ale mam swoje zdanie i mogę się z wami nim podzielić.


Max Factor Lasting Performance
Podkład, który przez wiele wiele lat uważałam za idealny. Najczęściej kupowała mi go mama, sama takiego używała tylko ciemniejszego, więc i ja rykoszetem dostawałam. Nie stosowałam go w jakiejś przesadnej ilości, ale po czasie, gdy do niego wróciłam dochodzę do wniosku, że, przynajmniej na tą chwilę, jest dla mnie za bardzo kryjący i odrobinę za ciężki. Oczywiście można to uznać za zaletę, ponieważ idealnie tuszuje niedoskonałości, matowi i jest trwały, ale przy nieodpowiednim nakładaniu lub zbyt dużej ilości może stworzyć efekt maski, a w pewnym wieku może się gromadzić w zagłębieniach (nie chcę tu używać słowa "zmarszczki"). I trzeba dobrze dobrać kolor, bo niestety słabo dopasowuje się do kolorytu naszej cery. 
Ma gładką konsystencję, łatwo się rozprowadza, jeszcze łatwiej na podkładzie z kremu nawilżającego. W zasadzie klasyk wśród podkładów kryjących, szybko i skutecznie poprawi, zmatowi, uładni. Cena odpowiednia moim zdaniem do jakości. Dla mnie nie na co dzień, ale od czasu do czasu, do zadań specjalnych w sam raz.

Delia All Day Perfect Make Up
Wynalazek ten dostałam jakiś czas temu do przetestowania. Nie pamiętam, żebym się specjalnie zachwyciła, ale sądząc po niemal pustym opakowaniu, strasznie źle też nie mogło być. 
Według opisu powinien być matujący i kryjący, a średnio jest i jeden i drugi. Matowić raczej nie matowi. Co do krycia, to nie jest to na pewno podkład na wielkie wyjścia. Kryje odrobinę, bardziej ujednolica kolor skóry, stapia się z nim i odświeża. Nie na długo jednak, bo 12 godzin, jak jest napisane na opakowaniu, to on raczej nie wytrzyma. Dobry na lato, nad jezioro, na działkę, do biegania za dziećmi, ale pod wyjściowy makijaż będzie wyglądał nieładnie.
Konsystencja bardzo lejąca, bardziej jak krem niż podkład. Z tego powodu z sypkim pudrem lub pudrem w kamieniu może tworzyć efekt maski. Ale za to nie zbiera się w zagłębieniach. Nawilża, nadaje energii, ale w problematycznych miejscach dobrze się wspomóc czymś jeszcze.


Vichy DermaBlend 3d Correction
Ten podkład ma tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Ja jestem po środku, ale zdecydowanie skłaniam się ku stwierdzeniu, że za taką cenę i z taką reklamą można spodziewać się czegoś lepszego. Jako korektor na niedoskonałości ok, ale jako samodzielny podkład na co dzień nie bardzo.
Po pierwsze jest strasznie gęsty, bez kremu jako bazy ani rusz. Wysusza się strasznie na twarzy co jest problematyczne zwłaszcza pod oczami i w kącikach ust, gdzie od razu widać zmarszczki. Matowi przy tym aż za bardzo. Bardziej wieczorowy, pod róż lub bronzer niż na naturalne, letnie wycieczki. No i niestety średnio stapia się z kolorytem naszej twarzy, a gama kolorystyczna jest na tyle uboga, że z doborem właściwego odcienia może być problem.

Delia Mineral Velvet Skin Moisturising Correcting
Rewelacji brak. Krem o lekko beżowym wpadającym w pomarańcz kolorze. Nawilża owszem, rozświetla, dobrze się rozprowadza, ale na tym koniec. Z braku laku, w lecie, na podwórko pod domem, z lekką pomocą czegoś dodatkowego się nada. Może dla nastolatki dobry, bo i cena niska, ale do stosowania na co dzień, na wyjścia nie polecam. Mam, dostałam, pewnie zużyję, ale kupić, nie kupię.


L'oreal True Match
Mój codzienny must have. Jak dla mnie podkład najlepszy do codziennego stosowania. Wygodne opakowanie z pompką, płynna, ale nie lejąca się, aksamitna  konsystencja, kolor dopasowujący się do koloru twarzy. Ogólnie fajnie nawilża, kryje, wygładza i matowi, ale wszystko w odpowiednich proporcjach. Do tego cena nie jest skandaliczna, a jak się jeszcze trafi promocję, to już całkiem świetnie. Oczywiście dobrze jest jako bazę użyć jakiegoś kremu, ale też nie za tłustego, bo aż tak matujący to ten podkład nie jest.
Dzięki nakładaniu z różną intensywnością można uzyskać różny efekt. Na wakacjach nad jeziorem można kropelkę nałożyć dla ukrycia niedoskonałości, na wiosenne wyprawy po mieście odrobinkę więcej i mamy naturalnie wyglądający makijaż, a na wieczorne wyjścia rozprowadzić równomiernie większą ilość, dodać róż, rozświetlacz i mamy gwiazdorski look. Do wyboru do koloru. Podkład uniwersalny.
Dobra alternatywa dla drogiego, ale jak dla mnie najlepszego podkładu Diora Diorskin Forever. Naprawdę, jeśli mu ustępuje, to niewiele, można sobie Diora trzymać na większe wyjścia, a codziennie używać L'oreala. Polecam.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza