piątek, 15 marca 2019

Dieta pudełkowa - co mnie w niej urzekło...?

Największym wyzwaniem w moim codziennym życiu domowym, zawodowym, zwyczajnym jest nie mniej ni więcej a wykarmienie całej ferajny i przy okazji nie zagłodzenie siebie. Zdecydowanie to ostatnie wychodzi mi najgorzej, zdarza się, że wracam do domu pół przytomna, bo nie rozplanowałam sobie odpowiednio posiłków albo wiecznie czuję się ciężko i niedobrze, bo ładuję w siebie wszystko co mam pod ręką, żeby nie doprowadzić się do zasłabnięcia. Ani to zdrowe, ani sprzyjające figurze, a już na pewno nie wpływa na dobre samopoczucie. No i nie oszukujmy się, jak ja się źle czuję, gorzej mi zadbać o dobre posiłki dla reszty brygady, która jak na złość z jedzeniem ma przeróżne kłopoty. To chce, to nie chce, to jedno, to drugie. Musiałabym siedzieć cały czas w domu i gotować obiady, robić zakupy i dogadzać wszystkim po trochu, a na to nie mam ani siły, ani ochoty. Na apetyty rodziny nie mogę nic poradzić, ale mogę wyżywienie samej siebie zrzucić na kogoś innego. I nie, nie jest to Szanowny Małżonek tylko firma zapewniająca catering z dostawą do domu. Czyli dziś będzie o tym, dlaczego zdecydowałam się na dietę pudełkową i co mi się w niej podoba.


O dietach pudełkowych chodziły już różne opinie. Pierwsza to taka, to, że jest to drogi sposób wyżywienia. Druga to taka, że jest nie zdrowa i z opisaną kalorycznością ma niewiele wspólnego. A trzecia to taka, że ładowane do niej jest wszystko, co najgorsze, spady z restauracji albo produkty najgorszej jakości.

Oczywiście są różne firmy. Jedne są droższe, inne tańsze, jedne smaczniejsze inne mniej, jedne powodują, że czujemy się dobrze, a inne na odwrót. Ja już testuję drugą dietę, obecnie zamówiłam czwarty tydzień i jestem z niej niesamowicie zadowolona. Pierwsza niestety była dwa razy droższa, miała dziwnie rozplanowane ilości posiłków, co powodowało, że pół dnia chodziłam głodna, a drugie pół żarłam pod korek, a na koniec i tak na wadze miałam więcej niż na początku mimo niepodjadania między posiłkami. Do tego kurierzy przyjeżdżali, jak im się podobało, a zdarzało się, że zostawiali torby z jedzeniem pod drzwiami na klatce. Zdecydowałam się na chwilkę zawiesić dietę, a że nikt potem się ze mną nie kontaktował, to pożegnałam się z firmą na dobre. Ale po pewnym czasie ganianie do pracy z obiadkami gotowanymi po nocach zaczęło mnie znów męczyć i zatęskniłam za gotowymi do zabrania pudełkami więc postanowiłam zamówić inną dietę i to był strzał w dziesiątkę.

A dlaczego dieta pudełkowa jest fajna???

...bo jak się dobrze trafi to wcale nie jest drogo...
Dzieci jedzą w przedszkolu, zazwyczaj po przedszkolu starcza im zupka lub coś lekkiego i kolacja. Szanowny marudzi, że nie będzie jeść tego co gotuję, bo on się szykuje do maratonu i wie najlepiej, co mu potrzeba. A ja tęsknię za normalnym obiadem, ale dla samej siebie nie chce mi się stać przy garach, jak i tak tego nie przejem i będzie do wyrzucenia. Nie gotuję więc dla siebie, nie zawalam lodówki miliardem jogurtów, serów i bajerów, które z czasem lądują w koszu, a wcale niemałe pieniądze razem z nimi. Pozostaje mi rozplanowanie naszych posiłków w weekend, ale wtedy i tak często jadamy poza domem więc niewiele tego pozostaje. 
A sama dieta. Przekrój cen jest ogromny, ale ta co zamawiam teraz jest o połowę tańsza od poprzedniej więc trzeba się orientować, a na pewno znajdzie się coś dla siebie. W ogólnym rozrachunku dzięki takiemu posunięciu i tak wychodzimy na plus i to nie tylko w finansowym aspekcie.

...bo jak już gotuję, to robię to z przyjemnością...
To prawda, że wszystko co się robi, gdy staje się obowiązkiem, nie zawsze przyjemnym, zaczyna męczyć. Teraz, gdy gotuję, robię to z przyjemnością, bez pośpiechu, w wolnej chwili. Częściej sięgam po wymyślne, nadprogramowe przepisy, a że nie robię przesadnych zakupów, to i kreatywność wzrasta, jak trzeba zrobić coś z tego, co akurat znajduje się w domu...

...bo mam wszystko podane pod nos...
O tak, to zdecydowany plus nad plusami. Nie dość, że ktoś ugotuje, to jeszcze dowiezie pod sam dom, a ja tylko wyjmuję z lodówki odpowiednie pudełeczka. Ba, nie liczę kalorii czy makroelementów, bo ktoś tam już to zrobił za mnie i zadbał o to, żebym dostała wszystko, co potrzebne mi na dobre przeżycie kolejnego dnia. A do tego smacznego przeżycia... Ktoś, kto nawet mnie nie zna dba o mnie i to jest fajne. Zwłaszcza jak jest się matkę, która dba o wszystkich naokoło a często zapomina o sobie.

...bo lubię niespodzianki...
Nigdy nie wiadomo, co tym razem dietetycy i kucharze wymyślą. Zawsze czekam na kuriera, jak na pierwszą gwiazdkę, zaglądam, oglądam i czekam, kiedy na co przyjdzie czas. Jak małe dziecko. A że kurier przyjeżdża późnym wieczorem, to mogę w torbie pogrzebać bez obecności dzieci. I powiem wam, że jeszcze się nie zdarzyło, żebym się zawiodła na zawartości.

...bo regularne posiłki są zdrowe...
Wiem z doświadczenia, ze największym wrogiem dobrego, brzuszkowego samopoczucia i ładnej sylwetki jest nieodpowiednie nawodnienie i nieregularne posiłki. Podżeranie, napychanie się, bo wcześniej się przegłodziło, jedzenie tego, co akurat wpadnie pod rękę nie sprzyja ani odchudzaniu, ani trzymaniu wagi, ani nie pomaga w walce ze wzdęciami, a do tego nie reguluje odpowiednio funkcji organizmu i nie dostarcza mu odpowiednich składników odżywczych. Starałam się sama, szykowałam, próbowałam planować, a potem i tak wychodziło jak zwykle. To w pracy nie było czasu, to nie zdążyłam z zakupami, to wieczorem padałam na twarz i zapomniałam ugotować... Teraz mam wszystko regularnie, z odpowiednimi proporcjami. I nie przeczę, na początku jest ciężko trzymać taką dyscyplinę, ale z czasem samopoczucie nam to wynagradza i wchodzi to w nawyk, staje się miłe, łatwe, a co najważniejsze, przyjemne.

...bo pomaga trzymać wagę...
Nie będę ściemniać, że schudłam, bo nie schudłam... Przynajmniej na wadze (ale też podjadam co nie co między posiłkami), ale jeśli chodzi o pasek i spodnie, to sam brak wzdęć i "napuchnięcia" robi swoje i czuję się wiele smuklejsza, lżejsza. Gdybym trzymała się rygoru i odpuściła sobie ciastka z Ikei albo paluszki przed snem, a do tego miała więcej czasu na siłownię i bieganie, to zapewne byłabym teraz szczypiorkiem. Więc jeśli komuś zależy na efekcie, to odrobina od siebie i efekt pojawi się niemal natychmiast. Sama zmiana nawyków, mniejsze, ale regularne posiłki, dużo zieleninki, witamin, odpowiednie proporcje to jest coś co samo w sobie działa na nas energetyzująco i chce się dalej działać.

Wiem, że można samemu, można sobie szykować i robić takie porcje na dzień następny. Ale to wymaga czasu, inwencji, pomysłowości i dużej ilości składników. Gdyby jeszcze robić dla naszej dwójki, to może by się to opłacało, ale na jedną osobę to i roboty sporo, i zakupów wiele, a i tak część się wyrzuci, bo na raz się nie zje. Znam takich, co jednego kurczaka jedzą cały tydzień, ale mi to średnio odpowiada. Brakuję mi różnorodnych, starannie przygotowanych posiłków, z dodatkami, a tu takie właśnie dostaję. I zapewne za jakiś czas zrezygnuję z diety, ale wyniosę z niej nawyki, regularność i mnóstwo pomysłów na posiłki

PS.
A jak mnie najdzie na coś innego, to mam wolne od diety weekendy i mogę poszaleć. Albo zwyczajnie mogę zawiesić dietę na dzień lub więcej i wtedy puścić kulinarne wodze fantazji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz