środa, 10 września 2014

Festiwal Smaku... i humory dzieciora...

Ostatnimi czasy coś dziwnego dzieje się z moim dzieckiem. Z kochanego, małego przytulaska, który pięknie uczy się chodzić za rączkę, momentalnie staje się marudnym dzieciuchem, którego nijak nie można opanować. On chce i już, a jak nie, to dopiero nam pokaże na co go stać. 
Najlepszy popis dał nam na zajęciach z piłki, na które go zabraliśmy. Myśleliśmy, że pobędzie troszkę z dziećmi, wybiega się i troszkę się uspokoi. Uspokoił się owszem, ale po godzinnych rykach, histerii i uciekaniu z sali. Nie wiem czy coś go wystraszyło czy postanowił nam udowodnić, że skoro teraz on chce podziwiać windę, to możemy sobie nasze zajęcia wsadzić w buty.
Podobnie jest z wszelkiego rodzaju wyjściami. Koniec lata w Lublinie obfituje w różne festyny, jarmarki czy kiermasze. My też czasem chcielibyśmy skorzystać i gdzieś wyjść, a z Filipem ostatnio średnio to nam idzie. Nie odpuszczamy jednak, bo, jak to mówią, trening czyni mistrza. Może coś to da i troszkę się Filip utemperuje.
Jakiś czas temu zaliczyliśmy Jarmark Jagielloński, a w ostatnia niedzielę wybraliśmy się na Europejski Festiwal Smaku. 
Jak zwykle, Fifi nie dał nam za bardzo podelektować się klimatem kiermaszu. Raczej założyliśmy sobie, że zakupimy swojski chleb i wiejską kiełbasę i do tego dążyliśmy. Filip w międzyczasie uskuteczniał różnorakie akrobacje w wózku, a wypuszczenie go między ludzi, na starówkowym bruku nie wchodziło w grę. No, ale plan udało się wykonać i zakupiliśmy, co chcieliśmy.

Na szczęście dużo nie straciliśmy, bo w niedzielę już niewielu wystawców zostało. Troszkę straganów na Starówce i na Rynku. Większość właśnie z chlebkami i wędlinami. No i oczywiście naleweczki, one królują co roku. I również na szczęście, stoisko, na które polowaliśmy, nadal stało. Co prawda Fi już przechodził samego siebie, ale znaleźliśmy i skorzystaliśmy ze Smaków Grecji.

I udało nam się zakupić coś, za czym mój małżonek strasznie tęskni, a i mi czasem ślinka pocieknie, jak sobie przypomnę. Ja, która nie przepada za oliwkami, uwielbiam oliwki kiszone w beczce. A czarne oliwki kiszone w beczce, to już dopiero rarytas. No i udało się nam je dopaść właśnie na Festiwalu Smaku.


Przynajmniej tyle skorzystaliśmy na tej atrakcji. W drodze powrotnej Fifi zaczął przysypiać więc pomyślałam, że może jest po prostu zmęczony albo niedospany, w końcu w niedzielę wstał wcześniej troszkę niż zwykle. Ale przywieziony do domu i położony do łóżeczka, tłukł się jeszcze po nim jakieś pół godziny. 
Już momentami sama nie wiem, o co temu dziecku chodzi. Sam też zachowuje się, jakby nie wiedział czego mu potrzeba. Tłumaczę to sobie różnie i może czasem naiwnie, ale jak się uczepię jakiejś teorii, to mi łatwiej. Zawsze jest jakaś nadzieja, że jutro będzie lepiej. Teraz już chyba z miesiąc czai się do wyjścia ostatnia czwórka. Ślina leje się strumieniami, łapska w paszczy lądują przy każdej okazji. Ale czy to może być przyczyną takich histerii i wymuszeń? Staram się nie denerwować, przytulać, szeptać i uspokajać, ale jest to ciężkie z wierzgającym dzieciakiem. Wyrywa się, kopie i wydziera, żeby za chwilę zasiąść na kolanach, przytulić się albo grzecznie czymś się ekscytować.
Chyba, jak ze wszystkim do tej pory, przyjdzie nam spokojnie czekać aż samo się unormuje. Na razie w sobotę idziemy na basen, pierwszy raz po wakacyjnej przerwie. Zobaczymy co tam nam pokaże.

20 komentarzy:

  1. Jakie tu zmiany :) A co do humorów dziecia- znam ten ból

    OdpowiedzUsuń
  2. ja również z tych co oliwki omijam szerokim łukiem, ale takich z beczki jeszcze nie jadłam ... a nawet wcześniej nie słyszałam ....
    zaintrygowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na nie trafiliśmy w Grecji i zapałaliśmy miłością;)

      Usuń
  3. Nie cierpię oliwek, a co do humorków to następny bunt w kolejce do 18

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej nie przepadam, ale kiszone smakują inaczej.

      Usuń
  4. O kiszonych oliwkach jeszcze nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas raczej ciężko dostać, dlatego jak usłyszeliśmy o stoisku greckim na Festiwalu, to pognaliśmy jak na skrzydłach.

      Usuń
  5. Nigdy nie wiadomo co dzieciątko zaserwuje podczas wyjścia. Wachlarz dziecięcych humorów jest ogromny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać;)

      Usuń
  6. Zosia też pokazuje swoje złości, nie chce siedzieć w wózku w ogóle, no chyba, że jest padnięta,a tak to możemy zapomnieć o spokojnym spacerze. Ona po prostu nie potrafi chodzić, tylko biega, a jak już chodzi to chodzi swoimi ścieżkami i w ogóle się nie słucha. Ostatnio w naszym mieście był kabaret na którego bardzo chcieliśmy iść, ale to było by bezsensu, bo tylko biegalibyśmy za Zośką. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie jej to przejdzie i Wam też tego życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ze spacerami jest dokładnie tak samo, ale teraz się mąż zawziął i postanowił Filipa nauczyć spacerowania za rączkę. Powiem szczerze, że nawet widać efekty;)

      Usuń
  7. Nowy wygląd bardzo mi się podoba :)
    Kiszone oliwki!? Ciekawa jestem jak to smakuje, bo i ogórki kiszone i oliwki same w sobie uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie to jest takie połączenie;)

      Usuń
  8. O, ile zmian na plus. :-) Ach, u nas też zęby i przechodzimy to samo, co Ty. Tyle że mała na zewnątrz jest w miarę grzeczna, ale w domu daje popalić. Tłumaczę sobie, że to przejściowe. Za chwilę będzie starsza i mądrzejsza, może moje tłumaczenia w końcu poskutkują. Najgorzej popołudniami. Zdarza jej się w ogóle nie spać cały dzień. Trzymam kciuki za nasze ząbkujące dzieciaczki, niech już wyjdą zębole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas i na zewnątrz i w domu jest to samo;) Ale też nie zawsze. Czasem jest grzeczniutki i usypia naszą czujność, żeby potem dać nieźle popalić;)

      Usuń
  9. po prostu już wie, że może coś wymusić płaczem i korzysta z tego...to już ten wiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Tylko jak z tym walczyć. Staram się nie ustępować, ale czasem jest ciężko.

      Usuń
  10. Kochana, zaczyna się bunt dwulatka. Powiem na pocieszenie, dziecko dwa lata ma tylko rok :D Dacie radę. A jedyne czego Wam teraz życzyć trzeba to... cierpliwości :) to minie, na 100% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałam się, że to kiedyś nastąpi, ale że tak szybko? Miałam nadzieję, że jeszcze troszkę poczekamy;)

      Usuń