wtorek, 28 marca 2017

Plan na dziecko...

Odkąd pamiętam słyszałam, co ja będę mogła, czego nie będę mogła, ile będzie to, ile tamto. Wizje co najmniej tragiczne roztaczali przede mną wszyscy. Przed pojawieniem się dzieci nasłuchałam się ile to ja się nasiedzą w domu, ile będę miała wrzasków, ile pisków, nocy nieprzespanych, dni zmarnowanych, życie towarzyskie umrze, a o podróżach mogę tylko pomarzyć przez najbliższe co najmniej 15 lat. Co by nie mówić, życie po narodzinach dziecka ulega wywróceniu do góry nogami, zaczyna się totalna jazda bez trzymanki, niczego nie można być pewnym, o niektórych sprawach lepiej zapomnieć, inne zmodyfikować, nauczyć się żyć na pełnych obrotach, ale bez przesady. Wiele można, do wielu rzeczy można się przyzwyczaić, wiele znieść. Szybko zapomina się, jak było wcześniej, życie znów zmienia się w rutynę, żyjemy normalnie, tylko w powiększonym składzie...


Pojawienie się dziecka, nie jest czymś, czego nie da się przeskoczyć, czego nie da się ogarnąć, nie wykończy nas fizycznie ani psychicznie. Po prostu zmieni nasze przyzwyczajenia raz na zawsze. Normalna rzecz, jak nic innego na świecie. Ale z drugiej strony, gdy słyszę przyszłe mamy planujące już niemal z dokładnością do jednego dnia, kiedy przestaną karmić, kiedy pierwszy raz wyjdą bez dziecka na imprezę, kiedy wrócą do pracy, to troszkę uśmiecham się z pobłażaniem. Nie mówię, że się nie da, bo może się da. Mi się nie udało. A sama tak planowałam i sama wiem, że wyszło, jak wyszło. Miałam karmić mieszanie, miałam już po pół roku wyjeżdżać bez dziecka, miałam mieć opiekunki, pomoce, żłobek od 12 miesiąca, pełna niezależność. Ba, nawet chłopina miał wstawać do dziecka i rano dawać mi się wyspać. I powiem wam, z Filipem nawet próbowałam coś ugrać. Skończyło się tylko nerwami i irytacją. Walczyłam o przespane noce, o odstawienie od biustu, nawet próbowałam go namówić do butelki... Był oporny i już, a ja tylko się denerwowałam, że mi nie wychodzi. Gdy urodziła się Zosia zwyczajnie odpuściłam. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba... I wszystko potoczyło się o wiele spokojniej. 

Macierzyństwo, chyba ogólnie rodzicielstwo, nie daje się wpasować w jakieś ramy. Wiadomo, planujemy, mamy jakieś wizje, ciąża, poród, pierwsze miesiące, potem młodość i nawet to, jak będzie wyglądała przyszłość naszych pociech, jakim będziemy rodzicem, jaką rolę będziemy pełnić w życiu naszego dziecka. Niestety, los często płata nam figle. Różne. Często uciążliwe. Chcemy rodzić naturalnie, trafia się cesarka, chcemy karmić piersią, dziecko nie ma na to ochoty albo nasz biust protestuje, chcemy butelką, dziecko nie chce o niej nawet słyszeć, urządzamy pokój dla bobasa, bobas bez mamy nie chce spać i ląduje w naszym łóżku na długie miesiące, na spacerach krzyczy, a miało tak słodko spać, pluje marchewką, choć inne dzieci tak pięknie wyglądają z pomarańczowymi wąsami, pół roku nie pojmuje idei nocnika i za nic w świecie nie chce nosić ślicznych wstążeczek na włosach. A do tego, po x latach postanawia pójść na ASP a nie na medycynę... A my? Naoglądałyśmy się w magazynach pięknych, zadbanych mam w szpilkach i piękną biżuterią, a my jedyne na co możemy sobie pozwolić to elegancki zegarek (http://www.czaszegarkow.pl/), bo wszystko inne w mgnieniu oka zostaje nam zerwane lub zamienia się w dziecięcą zabawkę i ginie gdzieś w nieznanych okolicznościach. Bywa, nie przeskoczymy niektórych rzeczy. Trzeba się cieszyć i akceptować to, co jest... Taka nasza rola... A może dola?

PS.
Gdy byłam w ciąży z Zośką, choć już sama ciąża było inna, myślałam, że pozjadałam wszelkie rozumy, myślałam, że nic mnie nie zaskoczy, że jestem przygotowana na niemowlaka, bo przecież jednego już miałam. Co to, to nie... Każde dziecko jest inne i każde kolejne potrafi nas nieźle zaskoczyć. Gdybym kiedyś zdecydowała się na trzecią pociechę, to przynajmniej wiem, jak zmieniać pieluchy, bo cała reszta, to wielka niewiadoma ;)

1 komentarz:

  1. Oj tak, zgadzam się. Dlatego najlepiej nie planować życia dziecku, bo nikomu to nie wyjdzie na dobre - ani mu, ani nam :)

    OdpowiedzUsuń