piątek, 4 grudnia 2015

Czy załuję, że posłałam dziecko do żłobka?

Ostatnio nasze Filipisko wyruszyło ze żłobka, a raczej z klubu maluszka, do przedszkola. Takiego prawdziwego, pełnoprawnego przedszkola. Do żłobka posłaliśmy go, gdy miał 21 miesięcy. Miało być później, ale zwyczajnie trochę się przeliczyłam jeśli chodzi o moje możliwości i troszkę przerumakowałam z opieką nad dwójką. Miesiąc z rozbrykanym Fifim i wiecznie wiszącą na mnie Zośką dał mi wiele do myślenia i postanowiłam dać się przekonać. Pozwoliłam zabrać go z domu i zaprowadzić do żłobka.

Od początku nie było z tym problemu. Fi szedł zadowolony do klubiku, nie oglądał się za rodzicami. Misio w łapkę i witaj przygodo. Wiadomo, panie trochę musiały nas wyczuć, często dzwoniły, nie wiedziały czy my z tych przewrażliwionych, nie chciały kłopotów i pretensji, ale szybko się dograliśmy i w wielu kwestiach teraz rozumiemy się bez słów. Fifi też zadowolony choć trzeba przyznać, że, gdy oglądałam początkowe zdjęcia, to byłam zaniepokojona. Filip stał z boku, bawił się sam, nie płakał, nie był smutny, ale też nie potrafił dołączyć do zabawy. Szybko to się zmieniło i teraz, w przedszkolu, jest już pełno prawnym uczestnikiem zabaw, zaraz po przyjściu dołącza do grupy i w zasadzie ma nas już w nosie.

Oczywiście, nasłuchałam się sporo na temat tego, że zabieram dziecku dzieciństwo, że zła, wyrodna, mało tego, leniwa matka, która siedzi w domu, a dziecka się pozbywa. Nie będę się tłumaczyła, bo wiem, że znajdą się tacy, co powiedzą, że przecież opieka nad dwójką, to nic niewykonalnego. I owszem, ale jeśli jest inne wyjście, to czemu by nie skorzystać? I nie powiem, że nie miałam wątpliwości, że nie chciałam poczekać na ten czas, gdy będzie mógł pójść do przedszkola, ale zdecydowaliśmy się spróbować, a skoro poszło dobrze, to nie widziałam powodu, żeby go z tego żłobka zabierać czy jakoś mu ten pobyt ograniczać. Długo obserwowałam, analizowałam wszystkie zmiany w zachowaniu, dopatrywałam się smutku czy złego humoru, ale wszystko było w porządku. Nawet w kwestii zdrowia nie było tak źle, jak niektórzy straszyli. Owszem, katar nas nie ominął, ale w zasadzie to tyle. Chyba raz przez trzy dni został w domu.

I wiecie co? Teraz, gdy za chwilę minie rok z przybytkową przygodą, widzę, że była to bardzo dobra decyzja. Dla Filipa była to decyzja najlepsza. On, mocno aktywny dzieciak, w końcu ma gdzie się wyszaleć, ale też ma gdzie się wyciszyć. Grupa dzieci ma na niego dobry wpływ, panie (jakby nie patrzeć profesjonalistki) potrafią do niego dotrzeć, on potrafi się skupić i uczy się nowych rzeczy. Wiem, że nie można zrzucać na przedszkole wychowania naszych dzieci, ale przyznam się bez bicia, że w domu nie nauczył by się tak wielu rzeczy w tak krótkim czasie, a ja, zajęta niemowlakiem, nie miałabym dla niego tyle czasu. Fifi nauczył się mówić, nauczył się bawić z dziećmi, dzielić, śpiewa, opowiada bajki, recytuje wierszyki. Dzięki relacjom z koleżankami i kolegami na pewno jest nam w domu łatwiej zapanować nad relacjami z Zosią.

Wiem, że nie każde dziecko jest takie jak Filip. Zdaję sobie sprawę z tego, że z Zosią może nie być tak łatwo. Wiem również, że są dzieci, które na samą myśl o rozstaniu z rodzicami dostają spazmów. Ale naprawdę, żłobek to nic strasznego, to już nie to samo co przechowalnie, jakie były, gdy my byliśmy mali. To zabawa dla dzieci, poznawanie innych, nauka, śmiech, codzienne atrakcje, wycieczki. Panie zawsze nam meldują, co dzieje się z Filipem, co robił czy jak się zachowywał. Rozmawiają z nami, codziennie opowiadają co i jak, doradzają i czasem pocieszają. Dla mnie osobiście to ogromna pomoc, tak "fizyczna" w opiece nad dzieckiem, ale i psychiczna, bo zawsze mogę porozmawiać czy poprosić o poradę.


Podsumowując. Jeśli się wahacie, jeśli słuchacie krytyki rodziny, jeśli zastanawiacie się czy to nie za wcześnie, zanim zrezygnujecie, spróbujcie... Wszędzie można zgłosić się "na próbę", zobaczyć, jak dziecko reaguje. A nóż bardzo mu się w żłobku spodoba... Filip pierwszy raz poszedł zobaczyć, jak tam jest, gdy miał coś koło 16 miesięcy, ale ja nie byłam gotowa... Gdy poszedł po raz kolejny w wieku 21 miesięcy, został już na 3 godziny, następnego dnia już na 5... Nawet nie zapłakał... I teraz, gdy przeniósł się do przedszkola, nie żałuję, że wcześniej chodził do żłobka. Prędzej czy później każde dziecko będzie musiało zacząć swoją przygodę z edukacją przedszkolną, a potem szkolną. Chyba lepiej by zaczęło ją w sposób łagodny, zabawowy, żeby było przygotowane na to co potem je czeka. Ja decyzji nie żałuję, a Filip każdego dnia tylko ugruntowuje mnie w przekonaniu, że zrobiliśmy dobrze.