poniedziałek, 21 grudnia 2015

Mnóstwo zabawy i bałaganu czyli robimy bombki...

Nie ma co ukrywać, klimat świąteczny w tym roku raz przychodzi, raz odchodzi, raz tryskamy entuzjazmem, innym razem nic nam się nie chce. Pogoda za oknem nie ułatwia sprawy, bo wiosenna i jednak nijak ma się do Świąt Bożego Narodzenia. Staram się nastawiać pozytywnie, klimatycznie, nakręcam całą tą machinę przygotowań. I pół biedy, jak Szanowny podłapie i się wkręci, ale gorzej, gdy wszystko pozostawia mnie. Na szczęście są dzieci. One dbają o nastrój. Choć chore, wnoszą do tego okresu dużo więcej niż całe zastępy kolęd puszczanych w radiu.

Zosia oczywiście jeszcze nic nie rozumie. Łazi, wpycha małe łapki wszędzie, szkodnikuje, ale Fifi. Fifi cieszy się całym sobą na choinkę, pierniczki, bombki... I właśnie te nieszczęsne bombki stały się ostatnio naszym bólem głowy.
W tamtym tygodniu dzieci w przedszkolu miały jasełka. Zośka była niewyraźna, umówiliśmy ją do pani doktor, ale Fifi wyglądający normalnie jeszcze na te jasełka poszedł. Zaraz potem wizyta u lekarza i co się okazało? Zapalenie ucha. U Filipa. Bez gorączki, bez wrzasków, z marudzeniem, które ostatnio często sie u niego pojawia więc troszkę je zbagatelizowaliśmy. A na dzień następny mieliśmy robić bombki na konkurs do przedszkola. Już mu obiecałam, że zrobimy, a tu taki klops. Konkurs i tak przepadł, ale bombki z tapety nie zniknęły więc trzeba było wziąć byka za rogi. Troszkę to odwlekałam, troszkę go zwodziłam, ale jak do salonu wjechała choinka, nie było przeproś.


Nie miałam pojęcia od czego zacząć więc nataszczyłam styropianowych bombek, brokatów, cekinów, kamyczków. Mieliśmy ładnie przyklejać, miało być czysto i przejrzyście. A skończyło się na mega brokatowych bombkach, rękach obklejonych klejem i mieszkaniem błyszczącym we wszystkich kolorach tęczy. Smarowałam klejem, Fifi posypywał, rozsypywał, rozsmarowywał. Uśmiech nie znikał mu z buzi. Mi zresztą też. A sprzątania potem... Na szczęście nieklimatyczny Tatuś poczuł się troszkę w obowiązku i pobiegał za nami z odkurzaczem. Niewiele to dało, ale było warto. Oczywiście w tym miejscu mam pytanie do bardziej doświadczonych... jakim klejem przyklejać do styropianu ozdoby, bo nam trzyma się tylko brokat, a i to tak średnio. Na następny raz muszę się lepiej przygotować. Ale pierwsze koty za płoty, pierwsze bombki spod naszych rąk wyszły.


Odkąd urodził się Filip, a pewnie i jeszcze wcześniej, nie mogłam się doczekać wspólnych prac. W te Święta w końcu się udało. Wspólne pieczenie pierniczków, ubieranie choinki i wspólne robienie dekoracji.I powiem tylko tyle... jestem zmęczona, czasem się wkurzam, dzieci mi chorują akurat przed samymi Świętami, a do pomocy jakoś nikt się nie garnie, ale już wiem, że to Boże Narodzenie będzie wyjątkowe. Jak każde następne.