wtorek, 22 grudnia 2015

Światło, nosisz je w sobie... czyli oświetlenie ma znaczenie.

Czy myśleliście kiedyś co tak naprawdę nadaje klimat waszemu mieszkaniu, domowi, pracy czy innym pomieszczeniom w jakich przebywacie. Meble, dekoracje, dodatki? A może światło? Tak, ja uważam, że światło ma bardzo duże znaczenie dla klimatu, naszego samopoczucia, tego, jak się czujemy w danym pomieszczeniu. W zależności od pory dnia, nastroju, gości czy samotności lubimy, żeby światło było inne, dostosowane do naszych potrzeb. W zależności od pomieszczenia, od przeznaczenia światło jest inne. Kiedyś wydawało mi się to nieważne, ale teraz wiem, że światło potrafi wprowadzić w nastrój. Abstrahując już od tego, że wszelkiego rodzaju źródła światła (http://www.e-klosz.pl/), mogą same w sobie być niezłą dekoracją wnętrza.

I tak na przykład w kuchni mam bardzo jasne, białe światło. Lubię wszystko widzieć dokładnie, każdy pyłek, każdy brudek. Lubię czystą kuchnię, ale żeby to ocenić muszę mieć dobre światło. Punktowe światło w suficie i kierunkowe w okapie, to jest to co rozpalam, gdy zabieram się wieczorem za prace kuchenne.

W łazience podobnie, ale fajnie, jak oprócz ostrego, jasnego światła jest też światełko ciepłe, nastrojowe, przydatne na długie wieczory w wannie z książką (takie mi się ostatnio nie zdarzają, ale trzeba być przygotowanym na wszelką ewentualność).

Pokój dziecięcy to już inna bajka. Bibułkowy klosz nadaje pomarańczowy kolor wszystkiemu co się w nim znajduje. Jest ciepło i przytulnie. A na bardziej kameralne posiedzenia na ścianie wiszą świecące, kolorowe kule wyposażone w ściemniacz pozwalający dopasować jasność do potrzeb. W praktyce prawie wcale nie gaszę tych kul, nie potykam się wtedy o zabawki, gdy przychodzę otulić w nocy Filipa.


Podobne kule wiszą też w sypialni, gdzie śpi Zosia. Oprócz lampki nad dziecięcym łóżeczkiem są klimatycznym dodatkiem do wnętrza. No i oczywiście lampka nocna. Bez niej nie wyobrażam sobie łóżka.

Salon to istna skarbnica oświetleń. Rano, gdy się śpieszymy, palimy inne światło. Gdy w dzień jest ciemno, inne. Gdy pracuję, palę lampkę przy biurku lub przy stole. Gdy bawimy się wszyscy razem, inne. Gdy oglądamy telewizję, inne. Zupełnie inne, gdy chcemy pobyć we dwoje, a jeszcze inne, gdy jestem sama i szykuję się do snu... A teraz, w okresie przedświątecznym dochodzą lampki na choince... Oczywiście w różnych konfiguracjach. Wiecie, że przez kilka lat specjalnie stawiałam choinkę w oknie, żeby ją było widać z zewnątrz. Nieważne, że zawalała nam pół salonu i zastawiała dojście do kwiatów na parapecie, ja chciałam się pochwalić, jak ładnie świeci.

Coś w tym chyba musi być, jak nawet długotrwała, ciemna zima wpływa źle na człowieka. Kiedyś dla eksperymentu wybrałam się w środku zimy na solarium, żeby sprawdzić teorię braku światła i wiecie co? Pomogło. Nie polecam, ale pomogło. Nie ma słońca, jest ciemno, zimno i ponuro... trzeba sobie jakoś radzić. Dlaczego by nie za pomocą światła? Tego co mamy w domu, w każdym pomieszczeniu. Czemu by nie wprowadzić się w nastrój za pomocą lampek, lampeczek i lampionów? Co o tym myślicie? Mam rację czy może się mylę?

3 komentarze:

  1. Ja cierpię chyba na światłowstręt. Lubię jak jest ciemno, latem kiedy dni są długie jestem strasznie rozdrażniona. Lubię półmrok i lubie jak jest ciemno. Nie raz specjalnie czekam aż zrobi się szarówka żeby wyjść na zakupy bo lepiej się wtedy czuje. Grube zasłony, zaciemniające rolety to mój must have i nie mam depresji, nie jestem też odludkiem ;-) Jestem po prostu zwierzęciem nocnym, najlepiej pracuje mi się w nocy i mam wtedy najlepsze pomysły ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba najchętniej bym sie wyniosła gdzieś, gdzie cały rok jest słońce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo nie lubię ciemnych i szarych dni, też ratuję się lampami, lampkami i świeczkami - byle tylko poczuć choć trochę ciepła :)

    OdpowiedzUsuń