czwartek, 14 stycznia 2016

To co lubię... książki.

Gdy na świecie pojawiają się dzieci wiele w naszym życiu się zmienia. Wiele naszych przyzwyczajeń, nawyków, nawet zainteresowań idzie w odstawkę. Ze stratą innych jest się nam łatwiej pogodzić z innymi nie chcemy się rozstać i staramy się jak możemy, żeby z nami zostały. O tyle, o ile pogodziłam się z utrata niektórych znajomych, nie brakuje mi imprez czy odwiedzania modnych lokali tak z utratą czasu na robótki ręczne czy książki nie pogodzę się nigdy.

Z robótkami ręcznymi jest o tyle ciężko, że zwyczajnie brakuje mi na nie miejsca, trzeba się składać, rozkładać, a mi żal czasu. Ostatnio uczepiłam się szydełka, bo jest stosunkowo "bezobsługowe", można je wziąć i odłożyć w każdym momencie. Ale nie odpuszczam całkiem, mam plany, zbieram się w sobie i jakoś się udaje. Wszyscy, którzy mnie pamiętają sprzed dzieciaków wiecznie z szydełkiem, drutami, igłą w ręku, teraz też się nie zawiodą. Gdy tylko mam chwilkę, gdy dzieci śpią, nie biegają mi naokoło, siadam spokojnie przed telewizorem i dziergam ile się da.

Za to z książkami to już inna para kaloszy. Wcześniej mi się wydawało, że matka dzieciom ma multum czasu na czytanie. O, ja naiwna. Na początku nawet się udawało. Filip spał, a ja czytałam, karmiłam go i czytałam, nawet męża wciągnęłam w wieczorne, łóżkowe czytanie. Potem zaczęły się schody. Byłam zmęczona, padałam od razu po wejściu do łóżka. W dzień też zawsze było co innego do roboty. Pozostawała mi wanna, ale... ale, jak Fi zaczął się przemieszczać, to po chwili zjawiał się pod drzwiami i końmi nie dało się go odciągnąć. Nie było szans, żeby się skupić. Teraz w łóżku już nie czytam, w dzień też o okazję ciężko, nie mam podzielnej uwagi. Czasem w wannie, czasem na wyjeździe, czasem w weekendy. Mało tego, a chciałoby się więcej. Ale postanowiłam w końcu coś z tym zrobić...

Co prawda na 52 książki w 52 tygodnie się nie mam w planie porywać. Podejrzewam, że nawet połowy nie udało by mi się przeczytać, ale, gdy wchodzę na takie strony, jak http://tezeusz.pl/ dostaję oczopląsu. Uwielbiam książki wszelakie, i te starsze i te nowe. Bardzo ubolewam, że nie mam w domu miejsca na wszystkie albumy zalegające w szafie w przedpokoju i nie mogę poszaleć zakupowo. Podobnie ma się sprawa z moimi ulubionymi kryminałami, które okupują połowę naszej szafy w sypialni, a chętnie dopchnęłabym tam jeszcze trochę. Niestety, ostatnio podjęłam ciężką dla mnie decyzję o sprzedaży części tego zbioru. Ciężka, bo choć mój gust troszkę się przez te lata zmienił, to przecież zawsze jest możliwość, że zechcę sobie przypomnieć co podobało mi się x lat temu. Ale co zrobić? Tam, gdzie kiedyś był "gabinet" i "biblioteczka" teraz jest pokój dziecinny, a podejrzewam, że w najbliższym czasie dzieci i o te dwie, zajęte przez książki szafy się upomną. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Książki trafią do kogoś, kto chętnie je przeczyta, ja będę miała miejsce na nowe, a i parę groszy się zawsze przyda.

A poza tym...
Poza tym istnieje coś takiego jak ebooki, do których przekonałam się już wcześniej, na różnych wakacjach, ale swoją świetność królują teraz, gdy trzeba szybko i sprawnie się z książką "złożyć i rozłożyć". No i zapomniane przeze mnie już dawno biblioteki i antykwariaty, także te internetowe (http://tezeusz.pl/). Zawsze się znajdzie jakiś sposób by niewielkim nakładem kosztów i miejsca zapewnić sobie coś do czytania. Gorzej z czasem, ale i to się jakoś wygospodaruje...

A jak z Waszym czytaniem? Co ostatnio przeczytaliście? W jakiej formie? Podrzućcie jakieś ciekawe tytuły, bo nie jestem na bieżąco z bestsellerami.