środa, 7 stycznia 2015

Początkująca rodzina 2+2...

Jak to jest możliwe, że gdy urodził się Filip, ja narzekałam na brak czasu i na niewyspanie, to ja nie wiem. Jak teraz sobie przypomnę te moje marudzenia, to myślę, że powinnam się chyba z nich wyspowiadać, bo to grzech był. Że też ja wtedy narzekałam na wieczne wiszenie na mnie? Teraz za takie spokojne siedzenie i wiszenie wiele bym dała. Teraz wiszą na mnie na zmianę, a jak któreś akurat nie wisi, to wyje. I tak w kółko i tak wciąż.
Ale tak na poważnie, to pewnie jeszcze troszkę mi zajmie dojście do ładu i składu z nową sytuacją. Teraz M. jest w domu, ale jak wróci do pracy. Oczywiście, może sobie kombinować z godzinami pracy, ale tutaj chyba dobry by był jedynie środek nocy. Przyznam, że troszeczkę ogarnia mnie panika. 
Na razie powiem tak. Noce raczej można zaliczyć do dobrych. Jak już w końcu dwójka zaśnie, tak śpi praktycznie do rana. Zosia budzi się ok. 2 razy, a Fifi, jak ma wszystko, czego mu do szczęścia potrzeba, też śpi jak zabity. Poranki też da się jakoś ogarnąć, bo Zosieńka w zasadzie też większość czasu przesypia. Pod warunkiem oczywiście, że Filip za bardzo się nie wydziera, a z tym bywa różnie. Buntuje się syneczek przeciwko wszelkim zakazom. Mało tego, ryczy jak coś mu nie wychodzi, jęczy, bo tak i tłucze się wszystkim tak dla zasady. Problemy zaczynają się tak koło 14. Od tej pory Zosia już nie jest taka skora do spania. Najchętniej ciumkała by cycka i przysypiała, ale odłożyć się nie da. Czasem nawet cycek jej nie bawi i tak w zasadzie nie wiadomo czego chce. Fifi się nudzi, matka uwiązana, w mieszkaniu tworzy się syf, a mnie bierze irytacja.
Z wieczorami musimy się jeszcze zastanowić. Na razie testujemy różne modele. Czy lepiej najpierw syneczka kąpać czy może córeczkę. Jak je ubierać, oporządzać, usypiać. Na pewno postanowiliśmy troszkę przeorganizować nasz model wieczoru. Wszelkie czynności wymagające robienia hałasu są zawieszane z chwilą lądowania pierwszego dziecka w łóżeczku. Ponieważ Zosia zostaje z nami w salonie, tutaj też światło pozostaje przygaszone, a telewizor, jak gra, to bardzo cicho. Z Filipem, jak był taki malutki, też tak robiliśmy i jakoś wypracował sobie rytm dnia i nocy. Może i tym razem jakoś się uda.
Zdecydowanie dłużej walczy Filipiasty. Urządza, tak jak i wcześniej zresztą, jakieś niestworzone szopki przed spaniem, ale jak już padnie, to raczej śpi. Zosia, tak jak już pisałam, ma różne humory.
No i tak to w skrócie wygląda.
Mam nadzieję, że w miarę szybko wypracujemy jakiś wspólny rytm i będziemy już funkcjonować jak porządna rodzina 2+2.


A oto jak pięknie się ze sobą dogadujemy. Zosia wisi sobie na mnie, a Fifi musi w tym momencie, z moich kolan, dudnić w laptopa w celu włączenia piosenek. Nieważne, że obok jest Tatuś, który mu puszcza te upragnione piosenki na swoim laptopie. On chce u mnie i już.