piątek, 30 stycznia 2015

Trzeba się z tym pogodzić... czyli kolka niemowlęca...

Tak to już jest, że gdy odtrąbię jakiś sukces, napiszę o tym na blogu, Facebook'u czy gdziekolwiek indziej, to zaraz się to zmieni. Nauczyłam się już nie chwalić, że mamy wolny wieczór, że dzieci śpią, bo jak na złość, po wciśnięciu Enter, któreś zacznie marudzić i trzeba będzie zmieniać plany. Gdy napisałam, że Filip zaczyna coś jeść, to znów przestał i, gdy napisałam, że mam w domu mistrza od usypiania małej Zofii, to Zośka zaczęła zasypiać u mnie. To znaczy, u Męża też zasypia, ale mam wrażenie, że Mała szybciej się uspokaja z histerii, jak jest wtulona w moje ramiona.
Oczywiście pomoc Małżonka jest nieoceniona, bo po tych paru tygodniach nabawiłam się tylu zakwasów, w tylu dziwnych miejscach, że nawet nie wiedziałam, że tak można. Do tego, chyba przyjdzie nam się pogodzić z faktem, że przez najbliższe miesiące będziemy co wieczór wysłuchiwać dzikich wrzasków.
A co Zosinie dolega?
Odpowiedź jest taka, że nie wiem. Broniłam się przed stwierdzeniem, że jest to kolka. Po pierwsze dlatego, że wszyscy mi powtarzali, że przy kolce wrzask dziecka jest nieprzerwany, a po drugie dlatego, że słowo "kolka" kojarzyło mi się nieodłącznie z gazami u dziecka. Gazy i wzdęcia owszem przytrafiły się Zosi kilka razy, ale nauczyliśmy się z nimi radzić i od tej pory Mała daje sobie radę z ich wydalaniem, brzuszek ma miękki i w dzień zazwyczaj napina się tylko za potrzebą lub gdy chce sobie puścić bączka.
Natomiast wieczorem zaczyna się masakra.
Już wcześniej Zosia marudzi, ale to zależy od dnia. Czasem już od 17 nie chce przysnąć, nie chce poleżeć i nie daje nam spokoju. Ale czasem nic nie zapowiada późniejszych atrakcji. Potem przychodzi czas kąpieli, karmienie i dopiero się zaczyna. Napadowe wrzaski. Ale to wrzaski, jakby ją ze skóry obdzierali. Napina się cała, wyrzuca główkę do tyłu i się drze. Drze się tak, że mi w uszach świdruje. Lulam, głaszczę, masuję, ale nic nie pomaga. I tak krótszą lub dłuższą chwilę aż pada nieprzytomna. Wtedy pełna nadziei, przelewające się przez ręce dziecko, odkładam do łóżeczka i jest spokój. Nie na długo jednak. Po 15-20 minutach zaczyna się rzeź niewiniątek. Darcie się przeplatane z histerią wymęczonego dziecka. Serce się kraje, bo widać, że dziecię cierpi, fizycznie bądź psychicznie, ale pomysłu na zaradzenie w sytuacji brak. Opada z sił i znów jakby niekontrolowany napad. I tak do 22 czasem dłużej, a czasem sporo dłużej. Potem ataki ustają, ale Zosia jest niespokojna i nie może zasnąć. Czasem, gdy się na chwilkę uspokoi, jeszcze ją nakarmię i powoli zaczyna się uspokajać. Parę prób odłożenia i w końcu się udaje.
Wszystko to rzeczywiście wygląda na kolki, ale od czego one się biorą, nie mam pojęcia. Wyczytałam gdzieś, że kolki mogą mieć podłoże neurologiczne, że mogą być "sposobem" odreagowania małego człowieczka na nadmiar bodźców, które do niego docierały w ciągu dnia. Jedne dzieci wieczorem marudzą, nie chcą być same, przysysają się do piersi, a inne mają napady kolki. Jestem skłonna się z tą teorią zgodzić, ale nie jestem w stanie wymyślić nic, żeby ten stan zmienić.
A jak po takich cyrkach nocki?
Różnie, ale zazwyczaj przespane do rana, do 5-6, a ostatnio nawet do 6.45. Na początku się bałam o Małą, o moje piersi, o zastoje, o utratę pokarmu. Jeszcze w szpitalu pytałam o to położną i usłyszałam, że jak dziecko śpi, to niech śpi. Także sprawdzałam na wszelki wypadek piersi, zwłaszcza tą, którą nie karmiłam Filipa i spałam dalej. Zazwyczaj też, jak się obudzi rano, wystarczy ją nakarmić i nadal śpi więc przynajmniej mam czas ogarnąć w spokoju Filipiastego. Można powiedzieć nawet, że dla takiego komfortu warto poświęcić te wieczory. Może i można, ale ten przeraźliwy krzyk i jej wymęczone tym wszystkim oczy... tego się nie da na spokojnie wytrzymać. Choć przyznam szczerze, że już nie jestem tak emocjonalnie do tego nastawiona. Staram się co wieczór brać wszystko na spokojnie. Przecież raz jest lepiej, raz gorzej, a raz nawet zasnęła nam koło 19.30 i na karmienie obudziła się dopiero 1 w nocy. Czuliśmy się z Mężem zagubieni. Ale gdy już 22, potem 22.30, 23 i tak dalej, gdy już wyczuwam irytację w głosie Tatusia, to zwyczajnie i ja się zaczynam denerwować. Dlatego wszelkie sposoby na walkę z kolką pilnie poszukiwane. Tak farmaceutyczne, jak i niekonwencjonalne, spróbujemy wszystko, bo czasami już sił nam brak.

PS. Pamiętam, jak myślałam, że Filip ma kolki. Teraz się z tego śmieję. Kolki nie da się z niczym pomylić i męczące gazy też są niczym w tym co przeżywa Zosia i my razem z nią. Mam nadzieję, że kiedyś to zniknie bezpowrotnie i mały móżdżek nie będzie pamiętał tego, jak bardzo się męczyła.

PS 2. Mówi się, że kolki trwają 3 miesiące więc jak na nic nie wpadniemy, to zostało nam jeszcze dwa miesiące. Ale wyczytałam gdzieś również, że mogą trwać nawet 9 miesięcy, a na to to ja się zgodzić nie chcę. Aż mnie ciarki przeszły;)

26 komentarzy:

  1. U nas trwała ok. 5 miesięcy, była dość intensywna i regularna - jak w zegarku. Dawaliśmy kropelki Delicol - pomagały. Pozdrawiam i życzę dużo siły i cierpliwości. Kolka wreszcie mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana- SabSimplex- trzeba sprowadzić z Niemiec, ale pomaga! Serio! Te kropelki i ciepły termoforek na brzuchu pomagały Mańce przy kolkach i szybko przynosiły ulgę. Do tego możesz odpalic w telefonie na jutubie szum odkurzacza :) u nas to i włączony okap działało skutecznie. Kolki poszły w cholerę pod koniec 2 mieisąca życia Mańki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SabSimplex zamówiony;) Zobaczymy...
      No i mam nadzieję, że i u nas szybko się to zakończy...

      Usuń
  3. Ja tez daje delicol i probiotyk bio gaje.Duzo na brzuszki malutki lezy cieple kapiele czasem cieply oklad lub strumien z suszarki. Trzeba to przeczekac noe ma innego spokoju.Moj uspokaja sie lrzy piersi bo smoczka nie chce tylko jak leci mleko a jest najedzony to odciagam laktatorem i podeje mu pusta piers.Taki zywy smoczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety smoczka też nie chce. No i jak ma atak kolki, to piersi też nie weźmie, tylko krzyczy i się napina... Jak nic nie pomoże, to rzeczywiście pozostanie nam czekać.

      Usuń
  4. o rety, współczuję. U nas obyło się bez kolek całe szczęście. Zyczę wytrwałości i siły:) No i żeby jak najszybciej się skonczyły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przy Filipie obyło się bez takich cyrków. Wtedy oczywiście myślałam, że męczą go kolki, bo marudzi;) Teraz wiem, jak bardzo się myliłam;)

      Usuń
  5. U nas było to samo i do samego końca udawałam, że to nie kolka, tylko spacer w wózku nieco go uspokajał :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się chyba pogodziłam z faktem...

      Usuń
  6. Ja dawałam BioGaia i kolki odeszły w niepamięć.
    Kładź ją dużo w dzień na brzuszku, to też ułatwia odchodzenie gazów. Bart na szczęście lubił, wiec to też swoje dawało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Probiotyk, leżenie na brzuchu, masaże... wszystko działa na gazy, ale te spazmy są nie do opanowania...

      Usuń
  7. O mamusiu... Marysia nie miala, wiec nie pomoge niestety :( pamietam jak sie balam tych kolek I do tej pory na slowo "kolka" cos mi sie robi... mam nadzieje, ze szybko mina I Zosienka przestanie sie meczyc :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to cholerstwo takie straszne i nie do opanowania. U nas trwają 2-3 godziny dziennie, a jak niektórzy piszą, że ich dzieci mają po 4 takie trzygodzinne ataki na dobę... Masakra.

      Usuń
  8. Chłopcy mieli kolki i przeszły po 6 miesiącu, przy atakach do starszych miałam magiczny środek który wycofali u nas z produkcji - proszek troisty, wystarczyło dać go na czubek noża, rozrobic w wodzie i dać na łyżeczce do wypicia, kolki trwały do 15-20 minut, u Niko koleżanka znalazła mi go w Czechach tam jeszcze stosowali te stare metody leczenia...Pomagało także zawiniecie w gąsienice, sztywno z zablokowanymi rączkami wzdłuż ciała u nas tak w szpitalu robili i potem noszenie tak jak Twój mąż usypia małą...Ale powiem Ci, że udowodnili, że takie krzyki częściej były spowodowane bólem głowy niż kolką, aż mi szczęka opadła jak czytałam kiedyś ten artykuł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie bardzo wiem, co stosować w razie ataku kolki. Bo każdy doradza kropelki, masaże i inne takie działania profilaktyczne, a nigdzie nie mogę nic znaleźć, co robić jak już się drze i pręży.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. A może wypróbujcie chustę/nosidełko ergonomiczne? U nas chusta pomagała wieczorami utulić skołatane nerwy dziecięcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na nerwy by pomogła, ale na sam atak kolki raczej nie sądzę. Zresztą Mała i tak ostatnio jest ciągle na rękach, czy to u mnie czy u męża.

      Usuń
  11. Ja tam też to przerabiałam, więc współczuję ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. Wychodzi na to ze dzieci urodzone w grudniu maja kolke. Moje, maz, kuzynki, Twoje. Fakty mowia same za siebie :P Nie wiem jak przetrwac. Na pewno sie nie obwiniac, zachowac spokoj, cierpliwosc. U mnie bylo zupelnie odwrotnie i skonczylo sie deprecha. Nastawialam sie na cudowne chwile z noworodkiem a rzeczywistosc byla zupelnie inna. Jak sie juz skonczy kolka to zaczna sie zeby :P Zawsze znajdzie sie powod do placzu i nieprzespanych nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nastawiłam, ale na szczęście w miarę szybko wrzuciłam na luz. Nie powiem, że nie ponoszą mnie nerwy, bo czasem mam dość, ale tego się chyba nie uniknie... Filip nie miał kolki, zęby też przechodził łagodnie więc chyba teraz mi się oberwie ;) Równowaga w naturze musi być;)

      Usuń
  13. Czesc mam kilka pytan odnosnie Filipka, bo sama mam synka i poszukuje odpowiedzi na moje watpliwosci. Czy on je tylko zupe czy dwa dania? Czy te posilki maja byc razem czy oddzielone? Jak to ma poukladane godzinowo? Co na sniadanie je a co na kolacje? Tzn wiem ze teraz jest niejadkiem ale co powinno takie dziecko dostawac do jedzenia? Czy budzi sie w nocy ? jesli tak to jak go usypiasz ? dajesz mu mleko ? Ile ma zebow i czy ciezko je przechodzil? Czy nosi pieluchy? Kiedy trzeba dziecko odpieluchowac? Przepraszam ze pytam ale moje dziecko ma ponad rok a od dawna budzi sie w nocy i buszuje 2h i juz nie wiem czy to kwestia jedzenia zebow czy czegos jeszcze a ja potem chodze jak zombie. Dzieki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nie mam pojęcia, jak Ci odpowiedzieć na te pytania. Już dawno nauczyłam się nie porównywać dzieci i nie kierować się jakimiś wyznacznikami co dziecko powinno w danym wieku a czego nie. Mogę Ci napisać, jak to jest u Filipa ;)
      Normalnie, jak je (bo teraz nie chce jeść niczego) to je zupę po 12, przed drzemkę, śpi ok 1,5-3h i potem je drugie danie. Na śniadanie jada najczęściej jakieś serki, bułeczkę, rogalika, czasem jajecznicę. Na kolację przeważnie kaszkę, ale jak mąż się dorwie do karmienia to zdarzają się parówki i inne cuda. W nocy się nie budzi raczej, ma w łóżeczku niekapka z piciem i sam się obsługuje jak chce. Mleko pija rzadko, bo nie chce, ale nadrabia właśnie serkami i kaszkami, czasem dostanie kakao na mleku. Zębów ma 16, brakuje mu tylko piątek;) Przechodził je prawie niezauważalnie. Pieluchę nadal nosi, bo nie miałam teraz głowy do prób odpieluchowania. Pewnie koło 2 urodzin się za to wezmę. I tak czytałam, że jest najlepiej.
      Co do budzenia się w nocy, to Fifi przestał się budzić jak miał 14 miesięcy. Wtedy też odstawił się od piersi, a ja już byłam w 4. miesiącu ciąży. Za to Zośka już teraz potrafi przespać w nocy ciągiem prawie 7 godzin, ale za to wcześniej drze się 4 więc chyba nie ma na to reguły. Trzeba cierpliwie czekać.
      Mam nadzieję, że choć troszkę pomogłam.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. SabSimplex potwierdzam - u nas uratował sytuację :) Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń